Niebzdury 

Czasami oprócz bzdur zdarza mi się pisać mądre rzeczy. Na przykład raz napisałam pracę licencjacką,  która zawierała w sobie bardzo wiele błyskotliwych zwrotów i równie ciekawych obrazków. Zaszalałam wtedy, bo obrazki były kolorowe, a stron w tej pracy było ponad pięćdziesiąt! Innym razem napisałam esej, który zdobył wyróżnienie w klasowym konkursie. Było to na studiach, czyli dawno temu, a wyróżniał profesor, którego bałam się najbardziej na świecie, czyli ten od neurofizjologii i neurobiologii  (tak się ten strach u mnie zakorzenił, że postanowiłam nawet iść na studia magisterskie z neurobiologii, bo oprócz bycia człowiekiem, ktory swą duszę nosi rozwleczoną na dłoni, jak jakąś niemodną rękawiczkę, jestem również masochistką). A ostatnio zdarzyło mi się napisać artykuł, i to taki artykuł, który został opublikowany w gazecie! Gazeta ta, to niestety nie jest National Geographic i rzadko można ją znaleźć w formie fizycznej,  ale za to jest za darmo. A tutaj link do niej, gdyby ktoś był zainteresowany.

Advertisements

Wiosna, która czołgiem przyjechała

Długo się nad tym zastanawiałam, dokonałam miliona analiz, nawet w gwiazdach czytałam i w fusach po herbacie oraz w popękanych płytach chodnika. No i doszłam do wniosku, że ja to jednak się nie nadaję do życia na tej planecie. Jestem nieszkodliwa, bardzo nieśmiała, uprzejma, zawsze można liczyć na moją pomoc (oprócz tych momentów, kiedy nie można, ale to rzadko, np. wtedy, gdy ktoś chce zamordować niewinną osobę albo zabrać bambusa małej pandzie). Zwierzęta są bliskie memu sercu i nigdy w życiu bym nikogo ani niczego nie skrzywdziła, ani celowo nie uraziła, bo ja lubię żyć w zgodzie z innymi. Nawet kurde z pisowcami. Ilekroć jednak wejdę w interakcje z ludźmi (nie ma znaczenia czy to w świecie realnym, czy tym wirtualnym) to się na nowo zaskakuję i utwierdzam w przekonaniu, że to nie dla mnie, że lepiej mi było siedzieć w mej osamotnionej fortecy, otoczonej murem z książek Kinga i innych rozpraw o egzorcyzmach i ufo. Kurde. Nie znacie mnie, ale uwierzcie na słowo, że ja jestem człowiek, co swą duszę na dłoni nosi rozwleczoną, jak jakąś niemodną rękawiczkę i każdy, kto ma ochotę, może ją łatwo zerwać, wrzucić w kałużę, zrobić na nią kupę i dodatkowo podziurawić niedopałkami papierosów. A ja wówczas uronię łzę, ale nic nie powiem. Tańcz na moim truchle, jeśli sprawia Ci to radość! Dobra, może czasami bywam cyniczna, a i sarkazm mogłabym schować sobie głęboko  w kieszeń (najlepiej tę wewnętrzną pod polarem i niebieską bluzką, żeby trudniej było się dostać), no ale jak tu zachować zimną krew,gdy ktoś pierdoli głupoty? Ale i tak rzadko kiedy zabieram głos, najczęściej w ogóle go nie zabieram,  zostawiam w gardle i tylko odwracam wzrok i zaczynam liczyć kryształy soli rozsypane na moim biurku. W każdym razie tak jak nie cierpię ludzi, tak też równie mocno ich kocham (wiem, że bez wzajemności) i strasznie boli, jak ktoś bez powodu daje mi bana i nie raczy wytłumaczyć dlaczego (za bycie miłą mną? 😭 dlatego, że napisałam, że wiosna czołgiem przyjechała?). Dlatego też uznałam, że zamilknę na wieki. Umywalka już czeka, od wczoraj kap, kap, kropla po kropli zbiera się tam moja gorycz i łzy rozpaczy, w których to postanowiłam się utopić. Drodzy (urojeni) przyjaciele, chciałam tylko powiedzieć, że miło mi tu z Wami było, chociaż krótko. Mam nadzieję, że mój durny i rzadko jednak okazywany humor nikogo aż tak bardzo nie uraził i w ogóle.  Do usłyszenia kiedyś tam może na innej planecie. Nie zatracajcie wiary w ludzkość (tak jak ja straciłam), nie każdy jest imbecylem.

Im jest mnie mniej, tym lepiej

Kiedy byłam małym chłopcem często zdarzało mi się chodzić z głową w chmurach. Musicie biwiem wiedzieć, iż wówczas byłem niezwykle wysoka. Z upływem czasu traciłam wzrost, zaczęłam również dostrzegać zmiany w obrębie moich narządów płciowych. Nie wiem jak to wytłumaczyć. Być może spowodowane to było faktem, iż urodziłem się i wychowywałam na ziemi czarnobylskiej. Moja rodzina nie opuściła domu, kiedy nastąpił wybuch, nie opuściła go także później. W końcu tyle lat nań pracowali, pokonali tyle trudności, jak więc mogli porzucić cały swój dobytek?

Chodzenie z głową w chmurach to była bardzo przyjemna czynność. Cudownie miękka i chłodna para na mojej twarzy, promienie słońca grzejące czaszkę, coś wspaniałego. Obecnie troszkę mi tego brakuje, tak jak brakuje mi mojego penisa, ale jakoś daję sobie radę. Odnalazłam szczęście w kopaniu podziemnych tuneli i składowaniu w nich ludzkich szczątków. Pierwszy raz mówię o tym tak otwarcie, to dlatego, że mam Was za moich przyjaciół. Chociaż Albert wciąż powtarza, że nie istniejecie, żyjecie wyłącznie w moich płucach. Wiem, że nie ma racji.

Nie pamiętam już kiedy pierwszy raz zabiłam chrząszcza, nie pamiętam również mojej pierwszej zupy z ludzkich nerek. Cierpię na jakieś zburzenie, którego nazwy niestety nie jestem w stanie sobie w tej chwili przypomnieć. Albert poszedł kupić coś w lesie od pani jeżowej, więc nie może mi teraz pomóc. Troszkę mnie bolą jelitka, gromadzi się w nich gaz gnilny, tak to się mówi? Czuję jak rośnie we mnie życie, które przyjdzie mi wkrótce z siebie wydalić. Nie wiem co z nim zrobić, nie wiem skąd się wzięło. Tak naprawdę to bardzo mało wiem. Albert za to posiada rozległą wiedzę na różne tematy i czasami próbuje mnie uczyć, ale jestem dosyć oporna. Bardzo go irytuję, przez co zdarza mi się od niego oberwać mamucią kością, którą dostał w prezencie od jakiegoś kogoś. Niedawno wyszłam ze szpitala, gdzie leczyłam się właśnie po jednym z takich uderzeń. Musieli mi wstawić plastikowy fragment do głowy, bo czaszka się rozpadła w proch i nie było niczego, co by mogło chronic mój mózg, który, o dziwo, posiadam. Wiem, że wiele ludzi wątpiło w istnienie u mnie takiego organu, ja zresztą też.O dziwo, jak to śmiesznie brzmi.  Słyszę kroki na dachu, to pewnie Albert już wrócił z zakupów. Gotujemy dzisiaj bigos ze ślimaków na mięsku z pająków. Będzie pysznie. Tak więc żegnam się już dziś z wami i życzę miłego dnia 💙

Młot Zagłady 

Dzień dobry. Mam już 23 lata. Nie wiem co zrobić ze swoim życiem, zwierzyłam się ostatnio wujciowi Google, ale ten nie zechciał udzielić mi żadnej mądrej rady. Chociaż już tyle razy ratował mnie z różnych opresji, to jednak tym razem pozostał głuchy na moje nieme wycie o pomoc.

How sad.

Leżę i nie mogę spać, chociaż dookoła wszyscy już zdążyli zasnąć i teraz rzężą niczym zarzynane traktory. Nienawidzę spać z obcymi, a w tym momencie jestem na to skazana. Jakiś czas temu wywiało mnie daleko od domu, nie mam już więc swojego pokoju, w którym mogłabym ukryć się przed wszelkim złem tego świata, a przede wszystkim ludźmi. Tak się bowiem składa, że nieszczególnie za nimi przepadam. Wprawdzie jako dziecko bawiłam się normalnie z rówieśnikami, jednak po drodze coś mi się w deklu poprzestawiało i zdziwaczałam.Chociaż nie, jako gówniak też odstawałam od grupy. Chyba fachowo nazywa się to introwertyzmem, w każdym razie w towarzystwie ludzi czuję się wysoce niekomfortowo. Oczywiście jest kilka wyjątków, z którymi mogę swobodnie koegzystować, ale z większością mi to nie wychodzi. Osobiście określam to mianem niepełnosprawności społecznej. Źle mi się  tym żyje. Bywają takie chwile, kiedy naprawdę mam ochotę się socjalizować, ale najzwyczajniej w świecie mi to nie wychodzi. W takich momentach siadam sobie w jakimś odosobnionym zaułku i smutam. Zabawnym może więc wydać się fakt, że postanowiłam opuścić gniazdo rodzinne i udać się w odległy świat, który jak wiadomo przepełniony jest ludźmi. Ha! Bo na dodatek jestem jeszcze masochistką! A tak na poważnie, to oprócz oklepanego “spełniania marzeń” i chęci zbicia majątku, chciałam po prostu się naprawić. Tylko czy jest to w ogóle możliwe?
Tak więc leżę sobie teraz pośród grupki śpiących przedstawicielek homo sapiens i walczę z irytującą funkcją autokorekty w moim telefonie w oczekiwaniu na wymarzony sen. Prowizoryczna zasłona wykonana z arafaty odgradza mnie od reszty pokoju, dając złudne wrażenie bezpieczeństwa i prywatności. Nie muszę patrzeć na niczyje twarze, ani nikt nie widzi mnie. A przed sekundą któraś z dziewcząt pierdnęła! Nie ma to jak uroki spania w pokoju wieloosobowym.

Majówka

Dzień dobry. Mamy drugi dzień maja. Świat za oknem wydaje się być względnie ciepły. Wątpię jednak , by przebijał ciepło mojego łóżka (z którym przez te wszystkie lata zdążyłam się już zrosnąć). Siedzę oto przed laptopem, słucham relacji z meczu Lech Poznań vs. Legia Warszawa i zastanawiam się co począć z moim marnym żywotem.

Mam całkiem sporo tekstów do przeczytania i opracowania na zajęcia, ale nie wydaje mi się, by mój stan ducha pozwalał dziś na tak wielki wysiłek umysłowy. Leżeć też mi się już nie chce. Boli mnie brzuch i gnije ręka. Może by tak udać się nad Wisłę. Tak się składa, że lubię siedzieć nad Wisłą i patrzeć jak sobie powoli płynie, a wraz z nią czas. Ciekawe co kryje się na dnie tej rzeki, jakie wspomnienia, jakie tajemnice?

Ktoś strzelił gola, ale niestety nie zwróciłam uwagi na to, kto. Jakie to ma jednak znaczenie, jesli spojrzymy na nasze życie z perspektywy innej galaktyki? Jesteśmy niczym pierdnięcie, którego smród po chwili ulatuje daleko poza zasięg naszych nosów.
Siedzi na dachu kura Brzdękotka, a z nieba spadają parówki. Kto doceni piękno Brzdękotki? Nie mówię o pięknie jej mieniących się w słońcu piór, ani nie mówię o brawie gdaku. Posłuchajcie – Brzdękotka. Wypowiedzcie to na głos – Brzdękotka. Jak ślicznie brzmi to imię. Tak zadziornie i radośnie, wiosennie i żywo. Pozytywnie.

Wielki mecz w Warszawie, a małe rycerskie walki w Toruniu. O mocy kosmiczna, przybądź. Wypełnij moje żyły i podnieś mnie z tego pokoju, ponieś daleko, dodaj energii.

Dobranoc.

Ręka, która gnije .

I dzieje się więcej niczego

Siedzę z laptopem pod kołdrą. Kryję się przed rodzicami jak małe dziecko, chociaż mam już 21 lat. Ciemno jest i późno, należy spać, a nie marnować prąd na przeglądanie jakichś bzdur w Internecie. To nic, że mam wakacje i będę je mieć jeszcze wtedy, kiedy duża część polskiej młodzieży powróci do swych szkolnych ławek.

Witam internetową próżnię, przyszłam podzielić się z Wami moją głupotą.
Przyszłam stworzyć dziennik, formę terapii zwalczającej nudę, szarość dni i kij wie co jeszcze.

Dobry wieczór.